Jak Vinnie Jones zmonetyzował bycie boiskowym świrem

Luty 1988 roku. Paul Gascoigne, wschodząca gwiazda angielskiej piłki, leży na murawie i zwija się z bólu, podczas gdy Vinnie Jones z uśmiechem psychopaty ściska go za przyrodzenie. Zdjęcie z tego zajścia z miejsca obiega cały świat. Standardowy piłkarz po czymś takim pisałby publiczne oświadczenia i kajał się przed kamerami. Co zrobił Jones? Kazał namalować ten motyw na obrazie i powiesił go sobie w salonie. Ten jeden detal definiuje faceta, o którym Netflix wypuścił dokument z serii Sportowe opowieści z Wielkiej Brytanii.

Jak gość, którego głównym atutem na boisku było łamanie piszczeli, wykreował markę silniejszą niż dzisiejsze gwiazdki z armią doradców wizerunkowych?

Vinnie Jones w barwach Wimbledon. Jeszcze przed karierą w Hollywood

Foto: These Football Times

Kaseta VHS i środkowy palec dla federacji

Zostawmy na chwilę współczesne dokumenty i przenieśmy się do 1992 roku. Wimbledon to wtedy najbardziej znienawidzona banda w angielskiej piłce, a Jones to ich główny egzekutor. Na stole ląduje dość nietypowa oferta. Vinnie nie kalkuluje zbyt długo i postanawia na nią przystać. Skoro w każdy weekend kosi rywali równo z trawą, dlaczego by tego nie uwiecznić i nie sprzedać jako instruktażu dla głodnych krwi kibiców?

Tak powstaje legendarna kaseta VHS Soccer's Hard Men. Absolutny hit tamtych lat, a zarazem potężny cios w wizerunek ugrzecznianej angielskiej piłki. Z ligi robiono właśnie masowy produkt pod szyldem Premier League, a na taśmie Vinnie z dumą prezentuje najbrutalniejsze faule na Wyspach. Pokazuje własne wycinki. Z uśmiechem na ustach tłumaczy, jak kosić rywali, żeby na długo zapamiętali. Tabloidy dostawały piany na ustach i krzyczały o skandalu, a w tym samym czasie sprzedaż rosła w kosmicznym tempie.

W korytarzach FA zapachniało paniką i wlepili mu rekordową karę 20 tysięcy funtów, dorzucając pół roku zawieszenia. Dla federacji był to skandal największego kalibru. Dla Jonesa – najtańsza i jedna z najbardziej trafionych kampanii reklamowych w historii sportu. Pokazał środkowy palec piłkarskim elitom. Kibice chcieli krwi, a on zapakował ją w plastikowe pudełko i z zyskiem sprzedał.

Vinnie Jones trzymający Paula Gascoigne za przyrodzenie

Foto: classicsoccer / reddit.com

Wimbledon i zapach strachu w tunelu

Netflix całkiem dobrze to wychwytuje. Serial przypomina okres, w którym futbol pachniał błotem i tanim piwem. Wimbledon FC tamtych lat to ewenement. Banda odrzutków i gości z budowy, którzy dotarli do najwyższej klasy rozgrywkowej, a w 1988 roku zdobyli Puchar Anglii, pokonując w finale wielki Liverpool.

Crazy Gang nie przypominał normalnej drużyny piłkarskiej. To był zamknięty oddział dla najtrudniejszych przypadków, do którego klucze trzymał właściciel klubu, Sam Hammam. Facet nie tylko tolerował patologię, on ją wręcz nakręcał. Rytuał powitalny? Spalenie ubrań nowemu zawodnikowi, zatrzaśnięcie go w toi-toiu albo zamrożenie sprzętu meczowego na kamień. Jeśli ktoś pękał psychicznie, pakował walizki po kilku dniach.

Jones przewodził im mentalnie. Z braku techniki robił atut z fizyczności. Wyobraźcie sobie tunel przed wyjściem na murawę. Z jednej strony grzeczni chłopcy z ułożonymi fryzurami. Z drugiej ekipa Wimbledonu, która rzuca obelgami w stronę przeciwników. Rywale przegrywali mecze jeszcze przed dotknięciem piłki. Ten surowy, niecenzurowany klimat lat 80. i 90. jest najmocniejszym punktem dokumentu. Trochę brakuje głębszego spojrzenia na samą kulturę trybun tamtego okresu, ale z perspektywy szatni dostajemy całkiem solidny kawał mięsa.

Vinnie Jones podczas kłótni z arbitrem spotkania

Foto: Goal.com

Autentyczność kontra współczesny plastik

Oglądając archiwalne urywki z udziałem Vinniego, uderza brak jakiejkolwiek kalkulacji. Gość był jedną wielką, boiskową awanturą, z której biła czysta, nieskażona pijarem autentyczność. Zestawmy to z obecnym futbolem. Zawodnicy z armią doradców, zasłaniający usta ręką przy byle rozmowie, analizowani przez systemy VAR za milimetry spalonego. Jones to relikt minionej epoki. Obecna piłka jest szybsza i bezwzględnie skuteczna taktycznie, ale straciła swój pierwotny, uliczny charakter.

Vinnie służył jako łącznik między trybunami a murawą. Głos z sektora na boisku. Kibice patrzyli na niego jak na swojego kumpla z pubu, który fartem dostał koszulkę meczową. Miał ich wady i skłonność do awantur. Nie udawał kogoś lepszego. Oglądamy ten materiał z wypiekami na twarzy z prostej przyczyny – mocno tęsknimy za nieprzewidywalnością tamtych czasów.

Bilet do Hollywood wypisany na komisariacie

Przeskok z brytyjskich boisk do Los Angeles to czysta abstrakcja. Jak facet z twarzą zakapiora ląduje na czerwonym dywanie w Hollywood? Odpowiedź jest prosta: będąc w stu procentach sobą.

Gdy Guy Ritchie szukał obsady do Porachunków, potrzebował kogoś, kto nie musi grać ulicznego zabijaki. Legenda głosi, że Vinnie wszedł na plan zdjęciowy prosto z policyjnego aresztu po pobiciu sąsiada. Autentyczność biła z ekranu. Kamera go kupiła od pierwszego ujęcia. Następnie wleciał Przekręt. I pomyśleć, że typ, który jeszcze niedawno z uśmiechem łamał napastnikom kości w deszczowe popołudnia, nagle przytulał grube czeki za bycie sobą u boku Brada Pitta.

Amerykanie widzieli w nim gotowy produkt. Faceta z silnym akcentem, groźnym spojrzeniem i charyzmą, której nie wyuczysz na kursach aktorskich. W Wielkiej Brytanii był wyrzutkiem, uosobieniem wszystkiego, z czym walczyła piłkarska federacja. W Stanach Zjednoczonych stał się powiewem świeżości.

Jones perfekcyjnie zmonetyzował swój wizerunek. Wiedział, że nie sprzeda koszulek z nazwiskiem dzięki pięknym dryblingom, więc zhandlował swój charakter. Wszedł w rolę, którą sam napisał. Zagrał ją bez zająknięcia do końca.

W tym dokumencie nikt nie będzie wam wciskał taniego kitu o boiskowym szacunku, którym karmią nas eksperci w studiu. Włączcie to z czystej ciekawości. Chociażby po to, żeby przenieść się do świata, w którym wślizgi od tyłu kończyły się rykiem zadowolonych trybun, a nie wizytą na dołku.

Który z obecnych zawodników miałby dzisiaj na tyle "odwagi", żeby wydać podobną kompilację?

Vinnie Jones w filmie porachunki z 1998 roku. Słynna już scena pojawiła się na koszulkach Weekend Offender.

Foto: The Belcourt Theatre

Vinnie Jones we współpracy z marką Napapijri

Foto: Napapijri, kolekcja Who Are You?

Ostatnie nowości

  • Fred Perry Half Zip Ecru Bluza
    Fred Perry Half Zip Ecru Bluza

    Fred Perry Half Zip Ecru Bluza

    Cena regularna
    559,90 zł
    Cena sprzedaży
    559,90 zł
    Cena regularna
    Cena jednostkowa
    za 
    Wyprzedane Nowość
  • Ben Sherman Twin Tipped Royal Blue Koszulka polo
    Ben Sherman Twin Tipped Royal Blue Koszulka polo

    Ben Sherman Twin Tipped Royal Blue Koszulka polo

    Cena regularna
    279,90 zł
    Cena sprzedaży
    279,90 zł
    Cena regularna
    Cena jednostkowa
    za 
    Wyprzedane Nowość
  • Ellesse Quarter Skarpetki Białe 3-pak
    Ellesse Quarter Skarpetki Białe 3-pak

    Ellesse Quarter Skarpetki Białe 3-pak

    Cena regularna
    59,90 zł
    Cena sprzedaży
    59,90 zł
    Cena regularna
    Cena jednostkowa
    za 
    Wyprzedane Nowość
  • Fred Perry Pique Classic Ace Blue Czapka z daszkiem
    Fred Perry Pique Classic Ace Blue Czapka z daszkiem

    Fred Perry Pique Classic Ace Blue Czapka z daszkiem

    Cena regularna
    249,90 zł
    Cena sprzedaży
    249,90 zł
    Cena regularna
    Cena jednostkowa
    za 
    Wyprzedane Nowość