Leo Gregory i styl, który przeniósł się z ekranu na ulice
Znany przede wszystkim z legendarnego filmu o futbolowych chuliganach, gdzie wcielił się w postać Bovvera, a także z tego, że od ładnych paru lat jest główną twarzą marki Weekend Offender, firmując kolekcje ubrań w stylu Football Casuals. Leo Gregory, bo o nim mowa, to brytyjski aktor filmowy i telewizyjny, którego rola w filmie Green Street Hooligans przyniosła mu największą sławę. Ale Gregory to nie tylko ekranowy "ultras", lecz także postać łącząca świat kina, kultury piłkarskiej i mody ulicznej. Przyjrzyjmy się jego historii, filmowym osiągnięciom i temu, jak stał się ikoną subkultury casuals.

Wczesne lata i droga na ekran
Leo Gregory urodził się 22 listopada 1978 roku w Walii i na ekranie zadebiutował już jako nastolatek. Swoją przygodę z aktorstwem zaczynał w połowie lat 90., pojawiając się m.in. w telewizyjnych produkcjach kostiumowych u boku takich gwiazd jak Elizabeth Hurley czy Michael Gambon. W roku 2000 wystąpił na teatralnej scenie Royal Court, a w kolejnych latach zbierał doświadczenie w filmach telewizyjnych, choćby w dramacie młodzieżowym Out of Control (2002), który zdobył nagrodę na festiwalu w Edynburgu. Systematycznie budował swoją pozycję w branży, ale na przełom musiał poczekać do połowy lat 2000.
Przełom nadszedł w roku 2005 i to od razu podwójnie. Leo zagrał wtedy jedną z głównych ról w filmie Stoned, wcielając się w legendarnego gitarzystę The Rolling Stones - Briana Jonesa. Jednak prawdziwą rozpoznawalność przyniosła mu inna kreacja z tego samego roku, czyli rola niepokornego Bovvera w kultowym już dziś filmie Green Street Hooligans. Wcześniej był aktorem z solidnym dorobkiem, ale to właśnie rola charyzmatycznego chuligana West Ham United sprawiła, że nazwisko Leo Gregory zaczęło być znane fanom futbolu na całym świecie.

Bovver i fenomen filmu Hooligans
Film Green Street Hooligans z 2005 roku okazał się hitem i wprowadził temat angielskich football firms (grupek chuliganów klubowych) do światowej popkultury. Postać Bovvera, agresywnego i lojalnego członka fikcyjnej grupy GSE (Green Street Elite), stała się symboliczna. Grany przez Gregory’ego Bovver budził postrach na ekranie, a jego filmowa przemiana i konflikty (m.in. z bohaterem granym przez Charliego Hunnama) zapadły widzom w pamięć. Co ciekawe, choć Bovver to zagorzały fan West Hamu, sam Leo Gregory prywatnie kibicuje… Tottenhamowi Hotspur. Dla niewtajemniczonych, Tottenham to jeden z rywali West Hamu z Londynu, co dodaje całej sprawie nieco ironii. Aktor żartował nawet, że „film Hooligans sfinansował mu karnet na sezon na Spurs”. Gdy bywa rozpoznawany pod stadionem West Hamu, kibice wołają do niego „Bovver, Bovver!” prosząc o autograf, a Gregory z uśmiechem podpisuje się skrótem THFC (Tottenham Hotspur Football Club). „Są w szoku, a ja to uwielbiam” - przyznał z rozbawieniem.
Popularność filmu uczyniła z Gregory’ego twarz wręcz kultową dla fanów kina "kibicowskiego". Sam aktor po latach przyznał, że jest zdumiony, iż wciąż tyle się mówi o Hooligans. „Minęło już sporo czasu, a ten film nadal żyje własnym życiem... Trochę boję się użyć tego słowa, ale chyba stał się filmem kultowym” - stwierdził Gregory prawie 20 lat po premierze. Rzeczywiście, dla wielu kibiców w różnych zakątkach świata (aktor wspominał listy od fanów z Australii czy Indonezji) Bovver pozostaje postacią ikoniczną.

Dalsza kariera
Choć rola Bovvera to najsłynniejszy punkt w filmografii, jego kariera bynajmniej nie skończyła się na Hooligans. Wręcz przeciwnie, aktor konsekwentnie rozwijał swój dorobek, często pozostając w klimatach bliskich fanom mocnego, ulicznego stylu. W 2008 roku zagrał w dramacie wojennym The Mark of Cain, który zdobył nagrodę BAFTA dla najlepszego filmu telewizyjnego. Pojawił się też w cenionym brytyjskim dramacie kryminalnym Wild Bill (2011) u boku Andy’ego Serkisa i innych gwiazd.
Ciekawostką jest, że aktor nie unikał ról związanych tematycznie z chuligańską subkulturą również po Hooligans. W 2014 roku zagrał główną rolę w filmie Top Dog, gdzie wcielił się w postać przywódcy grupy hooligans z Londynu - Billy’ego Evansa. Film ten, wyreżyserowany przez Martina Kempa na podstawie powieści Dougiego Brimsona (znanego autora książek o futbolowych kibicach), pokazuje dalsze losy "ulicznego" życia, tym razem zderzając świat kiboli z półświatkiem gangsterskim. Tego samego roku Gregory pojawił się też z przymrużeniem oka w parodii gatunku, filmie The Hooligan Factory, pokazując że ma do siebie dystans.
Nie zamknął się jednak w jednej "szufladce". Grał w bardzo różnorodnych produkcjach, od filmu historycznego o wikingach (Northmen: A Viking Saga, 2014) po gangsterski obraz retro Once Upon a Time in London (2019). W 2023 roku wystąpił w historycznym filmie Boudica: Queen of War jako rzymski żołnierz, co pokazuje, że potrafi odnaleźć się również poza współczesnymi klimatami. Mimo to nietrudno zauważyć, że najlepiej czuje się w kinie akcji i dramacie osadzonym blisko ulicznej rzeczywistości. Obecnie, w 2025 roku, Gregory ma 46 lat i wciąż jest aktywny zawodowo. Co więcej, wraca także do świata kina gangsterskiego: wraz z innym weteranem gatunku, Tamerem Hassanem, dołączył do obsady nadchodzącego filmu Rise of the Footsoldier: Ibiza (2025). Można więc śmiało powiedzieć, że Leo Gregory nadal trzyma rękę na pulsie, a jego przygoda z kinem "ultrasów" zatoczyła symboliczne koło (tym razem akcenty przeniosą się na słoneczną Ibizę, nomen omen miejsce akcji również jednej z kolekcji odzieżowych, o czym za moment).

Ikona stylu Football Casuals
Sukces filmu Hooligans i charyzma Gregory’ego nie umknęły uwadze środowiska football casuals, czyli ludzi pasjonujących się zarówno futbolem, jak i modą kibicowską. Stał się dla nich kimś w rodzaju "ikony". Jego wizerunek twardego ulicznego gościa o brytyjskim sznycie świetnie pasował do estetyki marek odzieżowych tworzonych z myślą o kibicach. Nic więc dziwnego, że Weekend Offender (brytyjska marka odzieżowa założona w 2004 roku w Walii), postanowiła nawiązać z nim współpracę. Sama nazwa marki jest oczkiem puszczonym w stronę tych, którzy w tygodniu wiodą "normalne" życie, a w weekend potrafią zaszaleć na trybunach czy poza nimi. Marka od początku celowała w fanów futbolu, szybko stając się synonimem piłkarskiej subkultury. Ubrania WO idealnie nadawały się na mecz czy spotkanie w pubie. Właśnie w takim klimacie Leo Gregory odnalazł się jak ryba w wodzie.
Aktor wniósł do marki ten sam autentyczny, szorstki charakter znany z ekranowych ról. Wszystko zaczęło się dość niewinnie, od jednego t-shirtu. Gregory wspomina, że poznał ekipę Weekend Offendera na jednej z imprez organizowanych w sklepie marki. Spotkał tam ludzi ze środowiska piłkarskiego, innych aktorów, muzyków, czyli jednym słowem, "swoich" ludzi. Atmosfera była luźna i od razu poczuł chemię z ludźmi stojącymi za brandem. „Podobała mi się marka i to, co sobą reprezentuje, a z czasem również zespół ludzi, który ją tworzy” - mówił Gregory. Po jakimś czasie rozmowy przerodziły się w pomysł stworzenia wspólnej koszulki. „Czuliśmy, że ludzie dobrze na to zareagują, więc zrobiliśmy mały drop. Nie przewidzieliśmy jednak tak ogromnego odzewu” - przyznaje aktor.

Pierwszą wspólną koszulką była ta z grafiką przedstawiająca kultową scenę bójki w pubie z filmu Hooligans. Można powiedzieć, że w ten sposób historia zatoczyła koło - odtwórca Bovvera, dosłownie przeniósł sceny z filmu na uliczną modę. T-shirt rozszedł się jak świeże bułeczki, a fani domagali się więcej. Zachęcony sukcesem, Weekend Offender poszedł za ciosem. W 2020 roku wystartowała pierwsza autorska "kapsułowa" kolekcja WO x LG. Od tamtej pory współpraca kwitnie: kolejne limitowane serie ubrań sygnowanych nazwiskiem aktora pojawiają się regularnie, często błyskawicznie znikając ze sklepów.
Najnowsza kolekcja lato 2025, zabrała nas na słoneczną Ibizę. W materiałach promocyjnych widzimy aktora pozującego na tle śródziemnomorskich krajobrazów i jak widać, od ulic Londynu po plaże Balearów styl casuals ma się świetnie. WO x LG High Summer Collection (dostępna u nas w tym miejscu) to sześć ekskluzywnych elementów garderoby zaprojektowanych na gorące miesiące, w odcieniach czerni i bieli, z lekkich materiałów. Sam aktor podkreśla, że w każdą taką współpracę wnosi autentyczność i charakter, dokładnie to, za co pokochali go fani. Kolekcje nie są zatem kolejnym sztucznym tworem marketingowym.

Dziedzictwo Bovvera, ciąg dalszy
Historia Leo Gregory’ego to nie tylko ciekawostka dla kinomanów, ale też przykład przenikania się popkultury futbolowej z prawdziwym życiem kibicowskim. Czy aktor stałby się ikoną football casuals, gdyby nie rola Bovvera? Zapewne nie, ale równie dobrze można zapytać, czy Bovver byłby tak wiarygodny, gdyby nie Gregory. Jedno jest pewne: dzięki temu połączeniu w 2005 roku narodziła się legenda, która żyje własnym życiem do dziś. Aktor świadomie pielęgnuje tę więź z kibicowską subkulturą. Jego wpływ na całe środowisko jest nie do przecenienia, a dla wielu fanów stał się uosobieniem stylu, łącząc filmowy mit z rzeczywistością trybun.
Dziś aktor to swego rodzaju "weteran", który z sukcesem przekuł jedną kultową rolę w trwającą już ponad dwie dekady karierę. Wciąż gra w filmach, a jednocześnie pozostaje ambasadorem stylu, który sam pomagał rozsławić. Dodatkowo można go śmiało nazwać "człowiekiem orkiestrą" kibicowskiego świata: aktor, producent, scenarzysta, a do tego twarz jednej z największych odzieżowych marek stylu football casuals. Jak sam przyznał, „pieniądze nie są najważniejsze” - ważne natomiast są projekty, które dają frajdę jemu i jego społeczności. Patrząc na jego dokonania, trudno nie odnieść wrażenia, że kieruje się pasją i lojalnością wobec swoich korzeni. Bovver może i był postacią fikcyjną, ale Leo uczynił z niego coś prawdziwego, ikonę, która inspiruje kolejne pokolenia kultury około piłkarskiej.
